Wywiad z Oksaną Lubowiecką – Prezes Zarządu Fundacji O.V.A.
- 2021-09-16

– Jestem osobą, która z ciekawością patrzy na świat i z pasją wspiera ludzi, którzy chcą go zmieniać na lepsze – mówi Oksana Lubowiecka, przedsiębiorczyni, prezeska krakowskiej Fundacji O.V.A., która łączy doświadczenie biznesowe z uważnością na ludzi i ich potrzeby. Konkretna i sprawcza, zamiast mówić o zmianach, woli działać.
Rozmawia Andrzej Giza
Andrzej Giza: Oksano, zawsze do ciebie mówię „Sianiu” i może przy tym zostańmy. Od kilku lat wspierasz artystki, głównie absolwentki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w budowaniu ich karier. Przekładasz swoje doświadczenie z biznesu na grunt rynku sztuki?
Oksana Lubowiecka: Wiem, że jest to potrzebne. Znam wiele kobiet, nie tylko artystek, które nigdy nie dostały szansy z powodu niesprzyjających okoliczności życiowych. To kobiety utalentowane, wrażliwe, gotowe do działania, ale powstrzymane przez brak wsparcia, presję społeczną. Dla mnie, osoby z doświadczeniem biznesowym, jest oczywiste, że kobiety często potrafią lepiej zarządzać własną efektywnością. Od wieków muszą godzić wiele ról i w tym wszystkim znaleźć jeszcze przestrzeń na rozwój osobisty. Chcę im w tym pomóc.
Kim jest Oksana Lubowiecka?
– Jestem osobą, która z ciekawością patrzy na świat i z pasją wspiera ludzi, którzy chcą go zmieniać na lepsze. To jest chyba najbliższe temu, jak rozumiem filantropię.
Kontynuując rodzinną tradycję wspierania potrzebujących, postanowiłaś skupić się na kobietach. Ale co, jeśli o pomoc zwróci się do ciebie artysta? Dzielisz sztukę na damską i męską?
– Wierzę w to, że w pierwszej kolejności pomagać należy tym, którzy mają najtrudniejszy start bez względu na płeć, chociaż najchętniej pomagam kobietom. Nie wspieram sztuki jako idei, ale ludzi i ich pragnienie zmieniania i kształtowania własnego życia. Bliższe są mi losy kobiet, dlatego na nich głównie chcę koncentrować swoje działania. Moje dotychczasowe doświadczenia pokazują, że nie szukam parytetów wśród tych, którym chcę podać rękę.
Dlaczego zdecydowałaś się nadać tej działalności formalną strukturę właśnie teraz?
– Pomagam od zawsze. To coś, co jest we mnie głęboko zakorzenione. W takim domu zostałam wychowana, a chęć pomagania kobietom odziedziczyłam po mamie. W pewnym momencie pojawiła się potrzeba, żeby te działania uporządkować, nadać im kierunek i trwałość. Dzięki Ani Litworze-Bryt, mojej przyjaciółce i bliskiej współpracowniczce, udało się przejść przez cały proces formalizacji i powołać Fundację O.V.A.
Nazwa fundacji ma dla mnie szczególne znaczenie. Omnia vincit amor (Miłość zwycięża wszystko) to nie tylko piękna łacińska sentencja, ale też tytuł jednej z moich ulubionych grafik autorstwa Anny Sobol-Wejman. Ta fraza niesie prosty i mocny przekaz. Prawdziwa zmiana, niezależnie od dziedziny i płci, zaczyna się od relacji, troski i zaangażowania. W tym duchu chcemy działać. Z miłości do ludzi i świata, który można i trzeba kształtować na lepsze.
Zgadzasz się z maksymą Peggy Guggenheim, że sztuka to magia?
– Dla mnie sztuka to źródło szczęścia i równowagi. To coś, co mnie pozytywnie nastraja, inspiruje i daje radość. Dla osób, które ją tworzą, to oczywiście coś znacznie głębszego – sposób wyrażania siebie, potrzeba duchowa. Fascynuje mnie to.
Nie ukrywasz swoich silnych związków z Krakowem i jego środowiskiem. Czy fundacja koncentrować się będzie na działaniach związanych z upowszechnianiem twórczości wyłącznie artystów z tego kręgu?
– Dla Krakowa sztuka i kultura są źródłem tożsamości. Wychowałam się w tej atmosferze. Kraków to moja przystań, tu są moi przyjaciele, artyści, których cenię i wspieram, z którymi współpracuję. Chciałabym, aby moją fundację cechowała otwartość na różnorodność. Nie ma w tym przypadku, że postanowiłam jej pierwszy duży projekt poświęcić krakowianinowi profesorowi Stanisławowi Wejmanowi.
Profesor Stanisław Wejman to ikoniczna postać w gronie współczesnych mistrzów grafiki. (…) Dlaczego właśnie on?
– Jego twórczość i działalność dydaktyczna są dla mnie przykładem mądrego i konsekwentnego wspierania młodych artystów. Jego prace, podobnie jak dzieła jego żony Anny Sobol-Wejman, od lat towarzyszą mi na co dzień. (…) Tak narodził się pomysł przygotowania dużej monograficznej prezentacji jego twórczości. To wyraz uznania dla jego pracy i wpływu, jaki wywarł na całe pokolenia młodych artystek i artystów.
Choć Fundacja O.V.A. powstała głównie z myślą o wspieraniu kobiet, wierzę, że trzeba doceniać tych, którzy od lat to wsparcie dla młodzieży tworzyli. Profesor Wejman jest dla mnie taką postacią – cichym sojusznikiem wielu kobiecych i męskich karier artystycznych.
Dużo podróżujesz, odwiedzając wystawy i galerie. (…) Czy tego rodzaju doświadczenia cię inspirują?
– Zdecydowanie tak. Wystawy takie jak te w Fondation Louis Vuitton czy Palazzo Barberini to dowód na to, że sztuka może być nie tylko doświadczeniem estetycznym, ale też ważnym elementem życia społecznego i kulturalnego miast. (…) Marzy mi się, by również w Polsce pojawiało się coraz więcej projektów, które przyciągają uwagę międzynarodowej publiczności.
Fundacja O.V.A. to dziś konkretne wsparcie dla kobiet i pierwszy duży projekt wystawy profesora Stanisława Wejmana. A co dalej? Jak wyobrażasz sobie rozwój fundacji w najbliższych latach?
– Chciałabym, żeby fundacja pozostała wierna swoim wartościom, ale jednocześnie była gotowa do podejmowania nowych wyzwań. (…) Mam nadzieję, że stanie się miejscem, które wspiera, inspiruje i daje innym realne narzędzia do działania.
To czego ci życzyć na najbliższe pięć lat?
– Powodzenia w spełnianiu naszych marzeń i dobrej energii, jak ta podczas naszej rozmowy.
Pobierz pełne wydanie Beethoven Magazine







